piątek, 20 czerwca 2014

Rozdział 9

Od autorki: Przyznam iż, trochę się zawiodłam. Zauważyłam, że jest coraz mniej komentarzy pod rozdziałam. Proszę po przeczytaniu zostawcie jakiś ślad po sobie nawet zwykłe "fajny", to mi daje motywacje, a im mniej komentarzy tym myślę, że moje opowiadanie staje się nudne i coraz mniej osób je czyta :(

_________________________________
____________________________
________________

Lecz, jeżeli teraz odejdę.
Jeśli odejdę i zdam się na siebie tej nocy,
To nigdy nie dowiem się, jaka jest odpowiedź. 

       Deszcz nie przestawał padać, wręcz przeciwnie tylko przybierał na sile, jadąc ulicami Londynu słyszałam jak krople deszczu obijają się o szyby samochodu, bałam się że mogę stracić równowagę na drodze i spowodować wypadek, ale teraz to było moje najmniejsze zmartwienie. Rozglądałam się w około, patrząc przez wodę na tabliczki z napisami miast oraz ulic, w końcu moja uwagę przykuła jedna, która była moim obiektem poszukiwań: "Oxford Street." 
       Niestety, moją misję musiał przerwać korek samochodowy w którym musiałam czekać co najmniej dziesięć minut, ale nawet to nie potrafiło wytrącić mnie z równowagi, miałam jeden cel; odkryć to co mnie tak męczy, pojazdy przede mną ruszyły.

~*~ 

Słyszałam chlastanie wody pod moimi butami, podczas kiedy nogi kierowały mnie w miejsce, które tak zawzięcie szukałam. Założyłam na siebie kaptur od kurtki, a torbę postanowiłam zostawić w samochodzie. Przednie drzwi ogromnego budynku z nielicznymi szybami były szczelnie zamknięte, więc nie było mowy bym mogła nimi wejść, postanowiłam dlatego skierować się na tyły gmachu, kiedy weszłam w ciemniejszą alejkę zawiał chłodny wiatr przyprawiając moje ciało o ciarki, tym samym budząc napiętą i mroczną atmosferę. Starając się by moje kroki nie wydobywały głośnych dźwięków podeszłam do żelaznych drzwi starej siłowni, zatrzymałam się i spojrzałam na nie, wtedy przyszły obawy. Czego mogę się tam spodziewać? Jak znajdujące się w środku osoby zareagują na mój widok? Jak bardzo powinnam na siebie uważać? A jak zaczną zadawać pytania? Powinnam odejść i przyjść innym razem? Nie, jesteś już tak blisko! Mój wewnętrzny głos miał rację; teraz albo nigdy. 
Wzięłam do ręki chłodną klamkę i otworzyłam drzwi przy czym towarzyszył im donośny pisk, na który się skrzywiłam, te drzwi dawno nie były naoliwione. Weszłam najciszej jak to było możliwe i przede mną rozciągnął się długi korytarz, na samym jego końcu usłyszałam lecącą muzykę i odgłos jakby ktoś w coś mocno uderzał. Przełknęłam ślinę i zaczęłam iść wzdłuż korytarza, czy w tamtym pomieszczeniu był Harry?

A może tak naprawdę tylko ze mną pogrywał i wkurzy się jak mnie zobaczy..

Takie myśli towarzyszyły mi podczas marszu do pokoju, serce zdawało się przygłuszać piosenkę, a moje kroki jakby z każdym następnym krokiem stawały się głośniejsze. Korytarz wydawał się nie mieć końca lub to może ja, starałam się iść jak najwolniej jak tylko się dało by uniknąć -w tym wypadku- nieuniknionego. Nie mogłam już zawrócić, dźwięki stawały się wyraźniejsze, byłam już przy samym wejściu, dzięki bliskości jaką utrzymałam przed otwartymi drzwiami mogłam usłyszeć czyjeś sapanie, zmarszczyłam brwi i wsłuchałam się w nierówne podmuchy zza ściany, ku mojemu niezadowoleniu, nie należały one do mężczyzny, wydobywały się z gardła kobiety. 

Zaczynamy. 

Po unormowaniu szybkiego oddechu przekroczyłam próg wejścia, moim oczom ukazała się duża sala z szarymi (aczkolwiek wymalowanymi na ten kolor) ścianami, szyby były lekko uchylone, a światło się z nich wydobywające oświetlało łagodnie pomieszczenie, po prawej stronie pod oknem znajdowała się szafka, a po drugiej stronie stolik z różnymi napojami i ławą do siedzenia, przypominała ona takie jak na meczach koszykówki z czterema stopniami. Po tej samej stronie były drzwi prowadzące do innego pomieszczenia. Pokój rozświetlała duża lampa na suficie, w powietrzu unosił się zapach potu, zdeterminowania i siły. Na samym środku sali był umieszczony wielki ring bokserski, a na nim uderzała o worek szczupła i wysoka dziewczyna o brązowych włosach związanych w kuzyk. Ubrana była w szorty i bejsbolówkę, a na rękach miała niebieskie rękawice. Twarz miała skupioną, co parę chwil robiła przerwę między uderzeniami, ale kiedy mnie zobaczyła, zaprzestała wyładowywania siły i ze zdziwieniem na mnie spojrzała. Brązowe oczy wpatrywały się z uwagą w moje, ciało nie mogło się ruszyć, a oddech uwiązł w gardle. Byłam sparaliżowana. 

-A ty to kto?- Spytała patrząc z wyższością, ale kiedy bliżej mi się przyjrzała uśmiech rozświetlił jej twarz, nie był on przyjazny, był bardziej taki, jakby dziewczyna nagle rozwiązała jedną z trudniejszych zagadek.- Aaa.. Znam cię... To ty jesteś dziewczyną.- Nie wiedziałam co odpowiedzieć, co miało znaczyć

-Emm.. ja.. 

-Przyszłaś do Harry'ego... Tak domyśliłam się.- Dziewczyna miała na imię jak zapamiętałam Hayden, Nevil przedstawił mi cały gang podczas tej niefortunnej imprezy, dzięki której teraz jestem tutaj gdzie jestem. Brunetka ściągnęła rękawice, chroniące dłonie bandaże bez żadnych domówień i zeszła z ringu, jej sylwetka była wysportowana. Podążała do mnie z zadziornym uśmieszkiem, wzięłam głęboki oddech i powiedziałam: 

-Tak. Do niego. Gdzie mogę go znaleźć?- Tym razem nabrałam pewności siebie, pierwsza i najważniejsza zasada, którą nauczył mnie tata brzmiała: Nigdy nie pozwól by wróg wyczuł to, że się boisz. Mimo, iż brunetka nie była moim wrogiem, wiedziałam że nie jest przyjaźnie nastawiona, Hayden odchyliła głowę do tyłu, uśmiechnęła się ukazując rząd białych zębów i położyła dłonie na biodrach. Za to ja złożyłam je na piersi, starałam się być jak najbardziej nieustraszona.

-Haaah... Jesteś taka naiwna, powiedz, po co tutaj przyszłaś?- Zwróciła się do mnie nie zmieniając pozycji, wiedziała że jest ode mnie nie tylko silniejsza ale i zna Harry'ego o wiele lepiej.

-Mam do niego sprawę.- Powiedziałam krótko unosząc wysoko głowę.

-Cóż... Harry jest tutaj.- Wzięłam głęboki oddech, i przeczesałam wzrokiem cały pokój w poszukiwaniu czegoś co było oznaką jego przebywania tutaj. Hayden nachyliła się nad moim uchem i wyszeptała..- Ale ostrzegam cię.. Było tutaj wiele dziewczyn takich jak ty.

-Co masz na myśli?- Odsunęłam się od niej i poczułam jak powoli moja cierpliwość się kończy. W co ona ze mną pogrywała? Nie może mi po prostu powiedzieć gdzie znajdę Harry'ego i cała ta głupia szopka się skończy?!

-Niech zgadnę. Harry cię uwiódł swoim wyglądem, potem ty się przekonałaś do jego złowieszczej natury i by się do niego zbliżyć przyszłaś aż tutaj!- Przełknęłam ślinę, a co jeśli ona ma rację? Jeśli Harry tylko się mną zabawia..?- Tak myślałam, niewiele tutaj zaszło, bardzo mało.- Chciałam jej już coś powiedzieć, oznajmić jej, że się myli, opowiedzieć jak miło mi się z nim rozmawiało i o naszym spacerze, ale do głowy przyszła myśl, że w końcu dziewczyna zna go dłużej niż ja i może mieć racje.

-Hayden!- Rozległ się ochrypły głęboki głos, a moje ciało tak szybko jak się rozluźniło, znowu sie spięło.- Czy widziałaś może moją...- Z drugich drzwi wyszedł Harry. Chłopak stał w samych szortach, roztrzepaną fryzurą i gołą, umięśnioną klatą która ukazywała jego najróżniejsze tatuaże, pierwszy raz widziałam je tak wyraźnie, a jego oczy spoglądały na mnie ze zdziwieniem. Był zdezorientowany tym skąd się tu wzięłam i tym bardziej dlaczego rozmawiałam z dziewczyną.- Julie?

-A więc Julie.- Stwierdziła moja rozmówczyni. Spojrzała kontem oka na chłopaka i uśmiechnęła się pod nosem. Kiedyś trzymałam się w przekonaniu, że by oceniać człowieka trzeba go poznać, ale nie tym razem w  tym wypadku zajęło mi około dziesięciu lub piętnastu minut na określenie brunetki pod kategorię "żmij". Nie chciałam wierzyć w żadne jej słowo, nawet gdyby brzmiało jak najprawdziwsza prawda. Nie chciałam, ale...

-Harry, ja..

-Co tutaj robisz?- Chłopak podszedł do mnie i się uśmiechnął.- Hayden?

-Pff.. Jasne już was zostawiam..- Kiedy dziewczyna wzięła z ziemi swoje wcześniej porzucone tam rękawice i gdy wymijała mnie przy drzwiach szepnęła do ucha..- Pamiętaj.- Starałam się odrzucić wszystkie myśli na temat tej dziewczyny (i przy okazji nie wydrapać jej oczu) starałam się skupić całą swoją uwagę na pół nagim chłopaku przede mną.

-Okej, bo ja chciałam...- Zdałam sobie sprawę, że nie wymyśliłam żadnej wymówki, dlaczego się tutaj znalazłam, zagryzłam dolną wargę.

-Przyszłaś mnie odwiedzić?- Harry przybliżył się o krok w przód, sądząc po świeżym zapachu mango jego skóry można było stwierdzić, że niedawno wyszedł spod prysznica. Chłopak stał na tyle blisko bym mogła napawać się tym zapachem.

-J-ja.. Chciałam pogadać.

-A o czym?- Zbliżył się jeszcze o troszkę i tyle wystarczyło, by jego wargi były niebezpiecznie blisko moich, czułam jak drażnił się ze mną. Położył dłoń na mojej tali i przyciągnął do siebie składając pocałunek na... prawym policzku. Zdziwiła mnie ta nagła zmiana, spodziewałam się, że ten ruch skończy się przywarciem jego ust do moich, brunet najwidoczniej wyczuł moje zdumienie bo zaśmiał się przy wilgotnej skórze gdzie jeszcze chwilę temu spoczywały jego aksamitne różowe wargi.- Więc gadajmy.

~*~ 
Chłopak spojrzał na mnie spod długich czarny rzęs. Siedząc na materacu ringu, chciałam dyskretnie dowiedzieć się o Harry'm czegoś więcej, wplątywałam pytania w konteksty zdania by ze słów chłopaka odnaleźć ukrytą w nich odpowiedź. Nie chodziło mi tutaj o rzeczy typu jakie miał hobby. Chciałam wiedzieć co sprawiło, że chłopak zaczął się bić, dlaczego mieszka w domu sam, czemu tak bardzo stara się uniknąć tematu rodziny. Może z tym ostatnim przesadziłam, myślę, że to pytanie zostawię jako ostatnie ogniwo, za krótko się znamy by chłopak zaufał mi na tyle bym mogła poznać historię jego rodziny, może była aż taka smutna lub zła, że boi się o tym wspominać.

-Gdzie wcześniej mieszkałeś?- Zadałam jedno z wcześniej wymyślonych pytań.

-Czemu pytasz?- Ułożył dłoń blisko mojej i pogładził kciukiem mój palec, nie spuszczając oczu ze mnie.

-Tak z ciekawości, rodzinne miasto?

-Cóż, to Holmes Chapel. Wychowałem się tam.- Chłopak lekko westchnął mówiąc ostatnie zdanie, moja ciekawska natura w głębi duszy tak bardzo chciała poznać tajemnicę jego sceptycznego nastawienia do przeszłości. Co wywołało tyle bólu w nim, że kiedy o tym wspomina wszystko inne znika.- A ty? Zawsze tutaj mieszkasz?

-Em.. No tak, przeprowadziliśmy się tutaj kiedy byłam jeszcze mała, bardzo mała.- Chłopak zmarszczył przez chwilę czoło, wsłuchując się w to co mówię, nie przerywał delikatnego masowania mojego palca.

-To dziwne, że wcześniej cię nie znałem.

-Harry.- Zaczęłam się niekontrolowanie denerwować, cała energia nagle zaczęła działać ze wzmocnioną siłą, może to przez kupę emocji które mi towarzyszyło podczas rozmowy, ale nie wiedziałam ile jeszcze mogę wytrzymać, spojrzałam na wprost ściany i powiedziałam:- Dlaczego zacząłeś walczyć? Nie chodzi mi oo... to znaczy... czemu jesteś w grupie Zayn'a? Lubisz boks, czemu nie udzielasz jakichś zajęć tylko robisz to w taki sposób.

-Jaki?- Harry przybliżył się uważnie mnie słuchając, jego postura ciała i nagły jej ruch sprawiły że materac pod nami lekko się ugiął. Był zbyt blisko mnie, ale co dziwne.. nie przeszkadzało mi to.

-Brudny.

-Eh...-Brunet spuścił głowę oglądając podłogę pod nami, zamyślił się przez chwilę, czy to był moment kiedy poznam kolejną odpowiedź?- Zayn.. To mój przyjaciel. Pomógł mi kiedy tego potrzebowałem, wiele mu zawdzięczam.

-Co takiego?

-No bo.. kiedyś, to...

-Harry!- Usłyszeliśmy krzyk i chwilę potem zza drzwi z których weszłam na początku wyłoniła się postać szczupłego blondyna. Chłopak wyglądał na zdenerwowanego i podburzonego. (ja również w duchu taka byłam bo właśnie przerwał jedną z ważniejszych wypowiedzi Harry'ego.)

-Niall, o co chodzi?

-Marcus. Idzie tutaj ze swoim gangiem.- Chłopak spojrzał znacząco na Harry'ego, ten przełknął ślinę i zmrużył oczy. Moment. Czy za parę minut do tego budynku wejdzie facet z którym Harry się bił podczas imprezy? O mój Boże.- Aha i... zaraz, a to kto?- Chłopak z zadziornym uśmiechem spojrzał w moją stronę podchodząc bliżej.

-Nawet o tym nie myśl. Ona jest moja.- Harry wstał, tym samym splatając nasze palce i ciągnąc bym również wstała.

-Spoko, stary.- Chłopak zaśmiał się i poklepał przyjaciela po ramieniu.- Ale lepiej trzymaj ją blisko kiedy przyjdą. Są niedaleko, Lou dał mi cynka. O! Już jest.

Zza drzwi wyłoniła się postać średniego wzrostu bruneta z przyklepanymi włosami. Jego podkoszulek kolejny raz uwidoczniał jego tatuaże na ramionach. Kiedy mnie zauważył bezczelny uśmiech wkradł się na jego twarz.

- No proszę, proszę. Julie. Jak tam Rose?- Myślałam, że się przesłyszałam. Czy ten cham właśnie wspomniał o mojej przyjaciółce? Trzymajcie mnie bo go walnę.

-Nie twoja sprawa gnojku.- Powiedziałam, w tym momencie Harry spojrzał na mnie i przysięgam że prawię wybuchł śmiechem. Skierowałam się do niego.- Wybacz, ale nie przepadam za twoim kumplem.- Prychnęłam.

-Kochana, spokojnie. Jakoś się dogadamy.- Uśmiech nie opuszczał twarzy Louis'a.

-Stary uważaj. Ona jest moja.- Zaakcentował ostatnie słowo, wtedy chwycił mnie w pasie i zadziornie pocałował chcąc podkreślić wypowiadając przez siebie słowa, na ten nagły gest Louis zareagował odgłosem... zdziwienia.

-No nieźle.

Chłopak oderwał się ode mnie i patrząc w oczy promiennie uśmiechnął. Ta sytuacja wydała mi się zabawna więc zachichotałam. Co?

-Okej jesteście wszyscy i..- Kolejnym gościem w pokoju okazał się Zayn, czarnowłosy wysoki chłopak z lekkim zarostem, ubrany w czarną bluzkę i szorty, kiedy na mnie spojrzał kolejny raz widziałam pytające spojrzenie, ale widać było że był zmęczony i zdenerwowany. Szybko mnie zignorował bez zbędnego pytania, które zapewne brzmiałoby "kto to?", za co w duchu byłam mu wdzięczna, nie chciało mi się odgrywać scenki przedstawiania mnie kolejny raz.

-Jest tutaj ktoś?- Znowu moich uszu dobiegł ten sam rechoczący śmiech, a do pokoju weszła grupa składająca się z sześciu osób, wraz z ich przywódcą Marcusem.- Ho ho, jesteście. Jak miło was widzieć.

-Po co się przywlokłeś?- Na przeciw niego wyszedł Zayn. Mężczyźni stali na przeciwko siebie wymieniając pełne nienawiści spojrzenia, powietrze było wypełniane zbliżającą się awanturą.

-Idź usiądź na stole przy oknie.- Usłyszałam szept Harry'ego tuż nad moim uchem. Wzdrygnęłam się, ponieważ muskularna figura sprzymierzeńca oraz równie niebezpieczny widok jego znajomych przyprawił moje ciało o ciarki, bałam się tego co może się wydarzyć. Wmieszałam się w Niall'a i Louis'a, omijając ich bezszelestnie zajęłam wyznaczone miejsce. Siedziałam tam sama, obserwując całe zdarzenie.

-Marcus. Miło cię widzieć. A teraz wypierdalaj.- Usłyszeliśmy głos Hayden, która weszła do pokoju, jej oczy były wypełnione empatią.

-Kochanie, uważaj na słowa.- Puścił do niej oczko, a ona je zignorowała i dołączyła do chłopaków. Cieszyłam się, że osiłek jeszcze nie zorientował się, że jestem w pomieszczeniu.

-Posłuchaj mnie. Spytam kolejny raz. Po chuj się tutaj przywlokłeś..?- Barwa głosu Zayn'a zmieniała się na coraz to bardziej wytrąconą z równowagi.

-Chciałem pogadać o powiedzmy...porachunkach z przeszłości.- Osiłek spojrzał na Louis'a, a wyraz jego twarzy był mieszaną złości, zdenerwowania, smutku, wściekłości.

-Nie mamy o czym gadać!- Krzyknął podskakując do przodu, an co Marcus zareagował śmiechem.

-Oj jednak mamy. 
Nagle moją uwagę przykuła jedna z postaci, która najmniej była zainteresowana konwersacją. Był to wysoki przystojny chłopak z brązowymi włosami zaczesanymi do góry, miał na sobie czapkę z daszkiem, odwróconą tyłem na przód, ciemne spodnie i podkoszulek na ramiączkach, dzięki której mogłam dostrzec jeden tatuaż przedstawiający jakiś napis. Jednak najbardziej w wyglądzie chłopaka przykuło mnie znamię na jego szyi. Kiedy wzrok chłopaka spotkał się z moim, a czekoladowe tęczówki zlały się z moimi, przez umysł przeleciał mi wir zdjęć, jak kalejdoskop wspomnień. Zatrzymał się on na imprezie, gdy wpadłam na wysokiego chłopaka, a chwilę potem widziałam wystraszoną twarz Nevil'a, następnie kiedy Marcus przyszedł na ognisko, Harry wypatrywał kogoś w jego bandzie.Czy właśnie teraz wymieniam spojrzenia z Liam'em?

-Posłuchaj, nie ma mowy! Nic nie dostaniesz!- Z rozmyśleń wyrwał mnie rozzłoszczony głos Niall'a, który starł ramie w ramie z Zayn'em. Tak skupiłam się na moich przemyśleniach, że nie miałam zielonego pojęcia o co chodzi w tej wymianie zdań.

-O czyżby? Haha zapamiętaj ja z a w s z e dostaję co czego chce i co mi się należy.- Kątem oka zerknęłam na Harry'ego, jego szczęka zacieśniała się, a klatka piersiowa z każdym ciężkim oddechem opadała i unosiła się, dłonie miał zaciśnięte w pięści. W każdej chwili gotów do ataku.- Ej ty!- Odwróciłam się szybko i spojrzałam na osiłka, z którym przed chwilą rozkłucał się Niall. Wszystkie twarze były zwrócone ku mnie. Czułam na sobie uporczywy wzrok Harry'ego.- Tak ty. Liam! Wyprowadź ją stąd i zajmij się nią.- Marcus uśmiechnął się tryumfalnie, a ja otworzyłam szeroko oczy, bałam się co wydarzy się dalej.

-Kurwa, zostaw ją w spokoju bo ci tak przypierdolę, że..- Zaczął Harry, ale Marcus mu przerwał.

-Spokojnie loczku, Liam, co ja mówię.

-Nawet jej nie dotykaj. Kurwa!- Po raz kolejny Harry rzucił się pięściami na chłopaka przed sobą, ale szybko jego zamiary zostały powstrzymane przez Hayden i Louis'a.

-Stary! On właśnie tego chce! Żebyś się wkurzył!- Brunet szarpał nim, a chłopak powoli się uspokajał.

-Liaaam.- Zarechotał Marcus. Serce mi szybciej zabiło, kiedy kolejny raz twarze wszystkich dookoła spoczęły na mnie, patrzyłam ciężko oddychając w stronę Harry'ego, który również z bólem w oczach na mnie patrzył, wiedział że nie może nic zrobić. Umięśniony brunet o czekoladowych oczach zbliżał się do mnie. Słyszałam ciche zgrzytanie zębów i warknięcie, kiedy moje ramie zostało chwycone przez rękę Liam'a, chwilę potem zostałam wyprowadzona z pokoju, nie buntowałam się, byłam zbyt przerażona na jakikolwiek ruch.

Będąc już na korytarzu, usłyszałam zamykanie drzwi, szłam jeszcze chwilę przez ciemny korytarz ocierając się ciałem o bruneta. Gdy ten z pokerowym wyrazem twarzy otwierał wyjściowe drzwi, usłyszałam krzyk i mogę przysiąc, że odgłos który temu towarzyszył wydobył się z pękającego stołu.
Byliśmy na zewnątrz, było chłodno, ale deszcz już ustał, w powietrzu czuć było ten zaduch po zaprzestaniu ochładzania kroplami deszczu asfaltu. Spojrzałam na Liam'a, który już opuścił swoją dłoń i włożył obie ręce do kieszeni spodni, oparł się o zimną ścianę i spuścił głowę. Był inny niż reszta, nie był taki... pewny, że wszystko się uda. Nie wychodził poza szereg by przypodobać się przywódcy, on jakby starał się najmniej utrzymywać z nim kontakt.

-C-czemu mnie... wyprowadziłeś?- Spytałam lekko spanikowana, aczkolwiek chciałam zachować zdrowy rozsądek, co w takich chwilach jest nie lada wyzwaniem.

-Chciał ich nastraszyć. Wiedział, że Hayden by się broniła i to ostro, a ty... cóż.- Nie wiedziałam czy powinnam się obrazić czy zezłościć na te słowa. Czy on właśnie zasugerował, że jestem słaba i bezbronna? Ugh.. Nienawidzę kiedy ludzie tak o mnie myślą. Nie słyszeli o takim powiedzeniu "pozory mylą."?

-Poradziłabym sobie.- Fuknęłam i złożyłam ręce na piersi, spoglądając na zmęczoną twarz chłopaka, zebrałam w sobie chęci i spytałam.- Liam? Coś nie tak?- Może to wydawać się dziwne, że interesuje mnie stan osoby która mnie tak jakby uprowadziła, ale coś we mnie podpowiadało mi, że powinnam się zapytać.

-Taaa... Wszystko jest okej...- Popatrzył na mnie, a widząc w jego oczach że to co powiedział to czyste kłamstwo, uniosłam brwi.- Dobra, nie do końca.

-Chodzi o chłopaków stąd; Zayn'a, Louis'a, Niall'a, Harry'ego? Ewentualnie Hayden?- Brunet wstał i spojrzał na mnie z góry, jakby w moich oczach chciał wydobyć cel mojego pytania, chociaż sama wiem, że pytałam z czystej ciekawości.- Bo słyszałam, że kiedyś się przyjaźniliście.

-To było kiedyś.- Powiedział krótko i tym samym dając mi znak, że powinnam skończyć temat, mimo że chłopak różnił się od jego "nowych znajomych", nie powinnam walczyć z ogniem. 

Przez następne paręnaście minut ja i Liam pogrążeni byliśmy w grobowej ciszy. Wiedziałam, że jest coś co go męczy, ale sam nie chce się do tego przyznać. Czy to ma związek z gangiem Zayn'a? Chłopak siedział na zimnej ziemi i bawił się telefonem, za to ja bezczynnie opierałam się o ścianę obok i przyglądałam się co jest w około nas. Przy samej krawędzi między budynkami znajdowały się kosze na śmieci, z czego niektóre worki były niechlujnie walnięte obok nich, na ulicy od czasu do czasu można było zauważyć przejeżdżający samochód. Nie wiem dokładnie ile czasu spędziłam w tym miejscu, godzinę, dwie? Podczas bezczynnego stania, moje myśli zaprzątały pytania i wizję o tym co dzieję się w środku budynku. Czy doszło do bójki? Jakiegoś kompromisu? Bałam się, mimo udawania przed Liam'em, że czuje się dobrze, tak naprawdę byłam przerażona, pierwszy raz w całym moim życiu byłam świadkiem czegoś takiego.
Czekając na dalszy ciąg wydarzeń, zastanawiałam się czy mogłam tego w jakiś sposób uniknąć, czy gdybym znalazła inną pracę, nie poznałabym Harry'ego i możliwe, że teraz siedziałabym w domu i rozmawiała na skype z Rose? A cały koszmar związany z nadejściem Harry'ego nigdy by się nie wydarzył? Myśląc nad tym, zastanawiałam się, czy to że spotkałam tego chłopaka z burzą włosów na głowie było nieuniknione, czy nasze spotkanie musiały się wydarzyć? Nasze drogi złączyłyby się w innym miejscu? Istnieje coś takiego jak przeznaczenie?

Nic w naszym, życiu nie dzieje się bez przyczyny.

-Dlaczego z nimi nie porozmawiasz?- Po fakcie zdałam sobie sprawę, że jedno z moich pytań w głowie wypowiedziałam na głos, by nie pogorszyć sprawy, nie spojrzałam na Liam'a, ale mogłam przysięgnąć, że odłożył swój telefon i patrzył na mnie.

-Nie chcą mnie widzieć. To długa historia.- Kolejny raz otrzymałam krótką i zwięzłą odpowiedź. Skoro chłopak nie chcę mi nic powiedzieć, nie będę zmuszać.
Nagle nastał huk i żelazne drzwi otworzyły się obok nas, oboje spojrzeliśmy w tamtym kierunku, a widząc posturę Marcusa, zrobiłam parę kroków do tyłu.

-Wszystko załatwione. Liam. Odstaw ją do nich.- Marcus puścił mi oczko i ruszył ze swoimi "gorylami" w stronę ulicy. Poczułam na sobie rękę chłopaka, który pchnął mnie w stronę drzwi, jednak kiedy kątem oka zauważył, że jego szef zniknął za ścianą budynku puścił mnie i zakończył brutalny sposób wprowadzania mnie.
Szliśmy po cichu ramie w ramie, w oddali słychać było głosy chłopaków, którzy nad czymś dyskutują. "Miałeś z tym skończyć!", usłyszałam krzyk Zayn'a na co się wzdrygnęłam. To chyba jeden z najgorszych dni, strach powoli rozpraszał się na każdą komórkę ciała. Jedynie chciałam już wtopić się mocny uścisk kogoś kto powie mi, że wszystko będzie dobrze. Czułam jak łzy zbierają się w kącikach oczu, nie wiedziałam dlaczego akurat mi się to miało przytrafić. Kiedy dotarliśmy do wejścia, wszystkie twarze obróciły się do nas, a konwersacja która przed chwilą tam się rozgrywała wydawała się jakby wcale jej nie było. Nie myśląc dużo, szybko podbiegłam do Harry'ego i nie zważając na nic wtuliłam się w jego tors (który już był przykryty białym podkoszulkiem), poczułam jak chłopak opata moje ciało silnymi ramiona i wtedy to poczułam.... poczułam się bezpieczna. Pozwoliłam by jedna z łez, spłynęła po moim policzku, "już dobrze.", usłyszałam szept Harry'ego tuż przy moim uchu. Odwróciłam głowę by sprawdzić, czy Liam nadal stał w drzwiach, nie myliłam się. Chłopak stał w nich i wymieniał spojrzenia z każdym z chłopaków, nie były one złowieszcze bardziej... bardziej każdy z nich pragnął rozmowy, ale każdy z nich wiedział że ona nie nastąpi. Następnie brunet bez słowa opuścił pokój zostawiając nas samych.

-Liam..- Szepnął Niall.

-Niall, nie. On już wybrał.- Powiedział Louis, poklepał go po plecach i zaprowadził do szatni, chwile potem reszta zrobiła to samo, zostawiając mnie i Harry'ego samych.

-Wszystko okej?- Spytał kiedy go puściłam.

-Tak..- Powiedziałam, chociaż wiedziałam że to nieprawda. Chłopak podszedł do jednej z kanap i wziął swoją dużą torbę, biorąc mnie za rękę i krzycząc: "Ja już spadam!" do znajomych i opuściliśmy lokal wychodząc na zewnątrz.

Po drodze do samochodu (nakazałam by Harry jechał ze mną moim autem, ponieważ nie miałam zamiaru go tutaj zostawiać) i w czasie jazdy zastanawiałam się o co poszło, dlaczego Marcus do nich przyszedł, zmarszczyłam brwi w nadziei, że to pomoże moim rozmyśleniom. Nic bardziej mylnego.

-Nad czym tak myślisz? Nad Marcusem?- Czy ten chłopak potrafił czytać w myślach?

-Czemu przyszedł?

-Miał interesy. Lepiej, żebyś nie wiedziała.

-Czemu Zayn krzyknął "Miałeś z tym skończyć"?- Zadawałam kolejno pytania z nadzieją, że ułożę całkowity przebieg rozmowy.

-Eh... To było z przeszłości. Stare dzieję, Louis, po prostu kiedyś zabłądził i był... w złym towarzystwie.- Cieszyłam się, że jestem błyskotliwą osobą, bo domyślałam się o co mu chodziło. "Miałeś z tym skończyć", "zabłądził", "złe towarzystwo", czyżby chodziło o narkotyki lub coś tego typu? Bałam się o to spytać chłopaka, może będzie lepiej jeżeli zachowam to dla siebie lub ewentualnie powiem mu to kiedy indziej.

Po około pół godziny byliśmy na miejscu. Wysadziłam chłopaka obok sklepu z płytami, Harry twierdził że nie ma daleko do do domu więc chciał wysiąść. W drodze do domu poczułam jak w mojej kieszeni spodni coś wibruje, wyciągnęłam telefon i upewniając się że na drodze nie ma dużego ruchu wyciągnęłam aparat i spojrzałam na wyświetlacz. Wiadomość.
From: Harry. 

Dobrze się czujesz? 
Dlaczego tak w ogóle do mnie przyjechałaś? 
Proszę nie zadręczaj się myślami o Louis'ie. 
I uważaj na siebie.
Do zobaczenia jutro w pracy kochanie xx 

Z parsknięciem odczytywałam wiadomość. Harry się martwił? Ten Bad Boy Bokser? No nie mogę uwierzyć! Ale, może właśnie o to mu chodzi? By tworzyć pozory, w głębi duszy jest inny, ale podoba mu się to jak działa na innych ludzi.
"Kochanie", oczywiście.

To: Harry. 
Czuje się dobrze. 
Wcale nie myślę o tej sprawie z Louis'em, ma swoje życie i niech je sobie zniszczy jak chce. 
Zawsze jestem ostrożna ;)
Do zobaczenia. x

Właśnie wysłałam mu całuska. Co?! Julie idiotko czemu to zrobiłaś?! Ugghh..
Specjalnie nie chciałam wyjaśniać mu mojego powodu przyjazdu, nie wiem czemu, może nie wiedziałam jak to przyjmie? 
Wróciłam do domu, kiedy robiło się ciemno. 

Cóż, dzisiaj dowiedziałam się paru rzeczy, zdobyłam odpowiedź na niektóre pytania i co najważniejsze leżąc w łóżku już wiedziałam kim jest dla mnie Harry.

~*~ 

Właśnie stałam za ladą sklepu z płytami i sprawdzałam na komputerze jedną ze stron muzycznych, Harry był na zapleczu i robił porządki ze starymi, niesprzedającymi się płytami. Od wczorajszego dnia, dużo się zmieniło, pierwszy raz pozwoliłam Harry'emu pocałować mnie na powitanie, na co zareagował triumfalnym uśmiechem, od wczoraj zdałam sobie sprawę, że już nie mogę dłużej traktować tak chłopaka, on nie jest taki jakim opisują go ludzie, Hayden powiedziała, że tylko się mną bawi, ale nie byłam skora do wierzenia jej, może kiedyś okaże się to prawdą i Harry będzie dupkiem, ale teraz nie jest kiedyś, tylko chwila obecna. Nie wiem czy robię dobrze, zmieniając od tak zachowanie wobec niego, ale dalej miałam być taka chłodna i niedostępna dla niego? Czy to by coś zmieniło? Dałby mi spokój? Tyle pytań. Moje rozmyślenia przerwał mi dzwonek oznajmiający, że ktoś przyszedł do sklepu, kiedy się odwróciłam uśmiech rozświetlił moją twarz.

-Damon? A co ty tutaj robisz?- Podbiegłam do niego i przytuliłam na powitanie. 

-Przyszedłem kupić jakąś płytę i... och no dobra. Przyszedłem cię odwiedzić i sprawdzić jak sobie radzisz. Ile płyt już rozbiłaś?- Uśmiechnął się ukazując rząd białych zębów, a ja tylko prychnęłam. 

-Dla twojej wiadomości radzę sobie świetnie.- Chłopak z żartem zaklaskał w dłonie i podszedł do lady, zrobiłam to samo.

-Julie, skończyłem chyba teraz już się w... Kto to jest?- Naszą rozmowę przerwał Harry, który wszedł do pomieszczenia i widząc jak Damon zawzięcie ze mną rozmawia piorunował go wzrokiem, takim jakby chciał go poszatkować. 

-Jestem Damon. Przyjaciel Julie.- Powiedział stanowczo i wpatrzył się również w niego. Prawie go zmroziło, nie wiedział że ten Harry Styles ze mną pracuje ten, który prawie zabił Marcusa na imprezie, ten przed którym każdy schodzi z drogi. Teraz, właśnie w tej chwili obwiniałam siebie, że nie powiedziałam o nim Damon'owi wcześniej, założę się, że w głębi duszy był na mnie zły. Upss... problem. Usłyszałam w głowie, wtedy musiałam to zrobić. Przedstawić mojemu najlepszemu przyjacielowi, bratu, druhowi, chłopaku z którym dogadywałam się jak z nikim innym, Harry'ego. Wypuściłam oddech z myślą, że nikt nie zwróci na to uwagi.

-Damon, to jest Harry Styles... mój chłopak.

23 komentarze:

  1. Super rozdział! Chętnie czytam.
    Z niecierpliwością czekam na next'a <3

    OdpowiedzUsuń
  2. ,, Harry Styles, mój chłopak"
    Zmiażdżyłaś mnie, czekam na więcej :)
    moments-ff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. OMG! *-* SUPPER ! <3 KOCHAM <3 ! PISZ DALEJ : CZEKAM NA NASTĘPNY ROZDZIAŁ! :3

    OdpowiedzUsuń
  4. kocham tego bloga czekam na next !!!!!!!!!!!!!!!!! <333333333333333333333333333

    OdpowiedzUsuń
  5. Czekamy na więcej xd

    OdpowiedzUsuń
  6. OMG!!!!! Genialny!!! I ten koniec masakra myślałam że się posikam xd ze zniecierpliwoscią czekam na next nie mogę się juz doczekać. Życzę weny :3 kocham :*

    OdpowiedzUsuń
  7. OMG! Świetne!!!! Czekam na next! Życzę weny kochana :3333
    Zapraszam do mnie <333 http://100milionow.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. O mój Boże, to jest boskie! Zaczęłam to opowiadanie czytać wczoraj wieczorem, a dzisiaj dokończyłam i mogę powiedzieć tylko to, że ja pragnę więcej!
    Harry jest taki ucxdsucdubednaugxegcihn *.*
    Nie lubię Damona, ale to dlatego, że nastawiłam się, że Julie będzie z Harry'm (i tak się stało) Yassss

    W między czasie zajrzyj proszę do mnie sometimes-i-hear-you-in-me.blogspot.com
    Właśnie przez takie pisarki jak ty zaczęłam pisać to ff ;))

    OdpowiedzUsuń
  9. O kurde! Zaczęłam czytać ten rozdział i jprdl! To jest świetne :) Lece czytać od początku! x

    OdpowiedzUsuń
  10. Bożeeee cudooooooo *.* już nie mogę się doczekać next xx

    OdpowiedzUsuń
  11. OMG xd Super *o*

    OdpowiedzUsuń
  12. O.O boskie.

    Dziewczyna z tt ^^ serdecznie zapraszam:http://lonelygirl-fanf-1d.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. przeczytałam ten ff dosłownie w dzisiejszy poranek
    czekam na następny
    @zaynakamyidol

    OdpowiedzUsuń
  14. Właśnie skończyłam czytać tego bloga. Zaczęłam dzisiaj na lekcji informatyki i dokończyłam w domu (wiem mało interesujące). Ale tak mnie wciągnęło, że na każdej lekcji (a nic na nich nie robimy) musiałam trochę poczytać. Byłam zbyt ciekawa, aby dowiedzieć się co jest dalej. Wszystko interesująco opisujesz i akcja jest naprawdę dobra. Harry jest... intrygujący... tajemniczy. Nie dziwię się, że wywołuje takie emocje u Julie. Zresztą czytając to czułam się podobnie...
    Opowiadanie bardzo mnie zaciekawiło i mi się spodobało, więc z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział. ^^
    Pozdrawiam i weny xx

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak zaczęłam czytać tego ff... To byłam taka szczęśliwa, że główna bohaterka ma na imię Julie *u* Ponieważ ja mam tak na imię :D (<-- wooow ale ciekawe xD)

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetny <3 Koffam tego ff <3

    OdpowiedzUsuń
  17. jesteś świetna :3 czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  18. dodawaj już bo nie mogę wytrzymać

    OdpowiedzUsuń
  19. Genialne! Świetnie piszesz ;) fajnie się czyta :)

    OdpowiedzUsuń